Jak trwoga to do boga
Zupełnie w innym celu przeglądałem internet, kiedy natknąłem się na artykuł o tym jakoby błędnie przeprowadzona katecheza produkowała ateistów. Nie o tym jednak rzecz. Moją uwagę przykuł pewien komentarz.
“gdyby nie wiara, wielu ludzi (szczegolnie zblizajacych sie do kresu swych dni) nie mialoby nadziei na to, ze ich zycie mialo jakikolwiek sens.”
Moim zdaniem o tym czy nasze życie miało jakikolwiek sens, decydujemy tylko i wyłącznie my w jego trakcie. Jeśli ktoś całe życie spędził próżnując, cofając się z rozwoju osobistym i narzekając, jego starość z braku żadnych wartościowych wydarzeń, przyniesie mu wiarę.
Jeśli natomiast inny ktoś całe życie spędzi aktywnie, wychowa z bardzo dobrym skutkiem dzieci, spełni swoje młodzieńcze marzenia, będzie spędzał czas tak jak najbardziej mu odpowiada, będzie czuł się wartościowy, to z pewnością umrze z uśmiechem, a nie bogiem na ustach.
Religia powoli staje się atrybutem umysłowo zacofanych próżniaków, ponieważ mimo życiowej klęski, daje złudną nadzieję na możliwość poprawienia się później.
Żałosne. Zamiast marzyć o świecie, który nie istnieje, weźcie się lepiej do roboty.

„Jak trwoga to do boga”. Często słyszę, że to zdanie kierowane jest do ateistów, agnostyków lub ludzi z innych przyczyn nie angażujących się w życie religijne.
W tym kontekście bardziej jednak interesuje mnie inny problem. O ile mogę zrozumieć ludzi należących do wymienionych wyżej kategorii, o tyle trudno mi pojąć dlaczego katolicy tak bardzo boją się śmierci. Nawet biskupi, papieże fundują sobie kosztowne operacje aby utrzymać się jeszcze przy życiu.
O ileż milsze bogu byłoby zaufanie mu całkowite, a przeznaczenie nadmiaru wyłudzonych od wiernych pieniędzy na pomoc dla biednych.
„Jak trwoga to do boga” - a czegóż oni się boją? Czego boją się panowie w sutannach? Niebo mają pewne, a tam wieczne, niewyobrażalne szczęście. Jak można za olbrzymie pieniądze, często wręcz fortuny przedłużać sobie troszeczkę to marne życie, życie na tym „łez padole”, gdy tam, post mortem czeka na nich raj prawdziwy?
Dziwna jest ta wiara katolików, zapewne nie tylko katolików.